O autorze
Kocham muzykę (jazz,soul, funky, blues,rock, pop).
Kocham radio (od wielu lat pracuję w Radiu Łódź).
Teraz też kocham blogować (zapraszam także na Ether Jazzu).

Dąbrowski Sorey Duo - życzę każdemu takich rozmów, choćby czasami.

Nie będę się przywiązywał do tytułu "Steps", choć możliwe, że byłoby to chwilami zabawne, gdybym opisywał krok po kroku odkrywanie kolejnych fragmentów tej płyty, z perspektywy wielokrotnego słuchania. Bo tak, album odebrałem wczesnym świtem, w drzwiach mojego domu, z pytaniem, czy pan się nazywa... i odpowiedzią, że chyba tak. Po włączeniu, otwierałem ponownie drzwi wejściowe, przepraszając, że gałka głośności się przekręciła nie tak, jak trzeba. Oni właśnie tak grają. To znaczy grają, jak trzeba! Tylko sterują naszymi emocjami nie tak, jak byśmy chcieli. Niby jest ich dwóch, a ganiają nas po pokoju, jakbyśmy szukali jeszcze innych dźwięków. A ich tam nie ma, bo miało nie być. To nasza wyobraźnia znowu się zapomniała. I proszę mi wierzyć, opisując poszczególne momenty poznawania tej muzyki, za każdym razem mógłbym dojść do tego samego spostrzeżenia. Jego sens można wyrazić krótkim zdaniem, że chociaż wiemy, czym jest improwizacja, to nadal się okazuje, że może przyjmować formę, w której zagubimy się momentalnie. Nawet wtedy, gdy niby nic w niej odkrywczego. Najprościej mówiąc, gdy stanowi po prostu zwyczajną rozmową pomiędzy Dąbrowskim a Soreyem.

O Tomku Dąbrowskim już pisałem: Tomek dąbrowski powracjący...



Tyshawn Sorey jest amerykańskim multiinstrumentalistą, grającym na perkusji, instrumentach perkusyjnych, puzonie i fortepianie. Ta różnorodność zainteresowań przekłada się zarówno na sposób pojmowania przez niego muzyki, jak również dobór muzyków, z którymi improwizuje.
Wydał trzy albumy: That/Not, Koan i Oblique. Występował z muzykami, których nazwiska stanowią o współczesnej muzyce jazzowej. Wadada Leo Smith, Steve Coleman, Joey Baron, Muhal Richard Abrams, Pete Robbins, Vijay Iyer, Dave Douglas, Butch Morris, Sylvie Courvoisier, Steve Lehman, Anthony Braxton... chyba nie wszystkich wymieniłem, ale przynajmniej wykazałem, jak wielkie znaczenie ma Tyshawn Sorey dla współczesnej muzyki jazzowej.



Dąbrowski i Sorey spotkali się w Nowym Jorku, gdzie Tomek miał przyjemność nagrywać z wybitnymi, amerykańskimi muzykami jazzowymi. A wszystko w ramach półrocznego stypendium, które zostało mu przyznane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. Andrew Drury, Kris Davis, Kenneth Knudsen oraz właśnie Tyshawn Sorey docenili jego umiejętności, wspólnie tworząc trzy znakomite albumy, zamykające pobyt naszego trębacza za oceanem. W końcu przyszedł czas na wydanie płyty Dąbrowski Sorey Duo - Steps.



Uderza pewność dźwieku, aż zaczynam się zastanawiać, czy nie chcą czegoś ukryć, jak chociażby faktu, że nie mają do końca zdefiniowanego tematu, który poddają pod wspólne rozważanie. To by oznaczało, że spotkały się dwie nieprzeciętne osobowości, aby stwierdzić poprzez własne doświadczenia, dokąd wszystko zmierza.
Może chcą mnie zmylić, a tak naprawdę sami czują swoją niedojrzałość, do której nabierają dystansu w trakcie improwizowania, by wreszcie osiągnąć więcej niż zadawalający stan skupienia i perfekcji?
Wracając do myśli o ganianiu słuchacza po pokoju w poszukiwaniu dźwięków, których na tej płycie nie ma - gdyż przypomnę, że grają zaledwie w duecie - proszę mi wierzyć, że rozproszenie myśli może być o wiele większe, bowiem natychmiast rodzi się następne pytanie, czy rzeczywiście trzeba zastanawiać się nad tym, czy może lepiej konsekwetnie skupiać się tylko na muzyce.
Właśnie ten moment opisałem na początku. Takiego nagłego przebudzenia i szukania po całym pokoju czegoś osobistego, gdyż mamy świadomość, że teraz by nam się przydało. Niestety nie wiemy, gdzie odłożyliśmy wczoraj, więc...
Wiemy, że słyszeliśmy wiele razy takie improwizowanie, jednak nie potrafimy nazwać każdego elementu, albo czegoś nam w nim brakuje.




Wciągające jest subtelne piękno pojawiającego się dźwięku, który rozpoczyna płytę.
Aż chce się słuchać. Dąbrowski swoimi barwami, ich zmiennością i wielokrotnością, oddaje prawdziwe rozmażenie, które niezaprzeczalnie staje się coraz bardziej odczuwalne z każdą piosenką. Wystarczy potem wrócić do słuchania płyty, aby zauważyć, że gra w ten sposób od pierwszego utworu, jedynie zmienia stopniowo nasycenie emocji, pokazując ich więcej i więcej w miarę jej trwania.
Sorey przemierza cały swój zestaw perkusyjny, a nawet wybiega poza jego możliwości, choć się wydaje niemożliwe zawieszenie w takiej przestrzeni, nie mającej podstawy ani w talerzach, ani w ustawionych wokół niego bębnach. Nie oznacza to jednak, że zapomina się zupełnie w tym graniu, sięga za daleko i wraca natychmiast, zanim coś się stanie. Chyba dopiero tam znajduje melancholię trębacza, którą zaraz opisuje dźwiekami. W istocie, nie przekrzykują się nieustannie, nie dopowiadają czy przekomarzają, raczej dążą do odczuwania siebie nawzajem. Zachwycające jest zakończenie, w którym mają pewność, że tak miało to zabrzmieć.



Nie wiem, czy mój tekst pozwoli komuś nie wpaść w pułapkę pytań, które odwracają uwagę, niepotrzebnie zatrzymują, przeszkadzają w odkryciu, czym jest improwizowanie duetu Dąbrowski & Sorey. A może samemu trzeba się zastanowić, zagubić i wrócić do zwykłego słuchania, by odkryć sens ich muzyki z płyty "Steps"?
Ech, ale to by oznaczało, że na nic to moje pisanie.
Mogę nawet podejrzewać, że Dąbrowski z Soreyem nie dają szansy, aby ktoś nie zadał sobie tych właśnie pytań podczas słuchania. Ciekawy zabieg, dzięki któremu trzeba to zrobić nie raz, a wiele razy.
Ciekawy zabieg... tak czy inaczej, życzę każdemu takiego partnera do rozmowy i takich rozmów, choćby czasami:).


Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...