O autorze
Kocham muzykę (jazz,soul, funky, blues,rock, pop).
Kocham radio (od wielu lat pracuję w Radiu Łódź).
Teraz też kocham blogować (zapraszam także na Ether Jazzu).

Proverbs 3:5 na jazzowo, według Macieja Kocin Kocińskiego

Usiadłem i słucham. Usiadłem z wrażenia, co natychmiast tłumaczy, że nie słucham tej płyty z przyzwyczajenia. Raczej niesamowicie mnie intryguje, co sprawia, że pozostaję w tym stanie, czekając w skupieniu na ciąg dalszy. A ten, jak za moment się okaże, zaskoczy mnie jeszcze bardziej...

Niby nic dziwnego w tym moim "siądnięciu", bowiem zawsze słucham muzyki z ciekawością, jednak nie zawsze wbija mnie w miękki fotel, zatrzymując na dłużej.
Na szczęście czasami tak się zdarza, dlatego najpierw robię herbatę, która nie zdąży się nawet ostudzić w takich przypadkach, a już trzeba włączyć płytę od nowa. I zawsze mi się wydaje, jakby muzyka utrzymywała ją w stanie ciepłym, albo zwyczajnie nie zauważam, że wymięka, czyli staje się coraz zimniejsza:) - zaczynam się bawić słowami, a sprawa będzie poważna.



Początek stanowi swoistego rodzaju układankę dźwięków, by potem stać się mozaiką pojedynczych sylab - istniejących w kompletnej symbiozie z barwami instrumentów - w końcu rozpoznawalnych słów, mających swoje znaczenia. Tak tworzą się pięknie nagrane melodie, aż lampy żarzą się radośnie, oddając ich zabarwienia. Przekonają się państwo, słuchając samemu, bądź dopiszą w komentarzu, że nie zgadzają się zupełnie z moją wizją albumu "Proverbs 3:5".



To płyta Macieja Kocin Kocińskiego, autora wszystkich kompozycji. Do współpracy zostali zaproszeni Andrzej Święs oraz Krzysztof Szmańda - wszyscy są znani z nagradzanej w kraju i za granicą formacji Soundcheck ,o której mam nadzieję popełnić jeszcze kiedyś wpis na moim blogu - a także Kuba Badach i Patrick Jiya, jako pojawiające sie głosy.




Czas na kolejne, wspomniane zaskoczenie, któremu ulegam. Wymienione głosy, wraz z użytą bardzo ekspresyjnie elektroniką, stanowią o różnorodności gatunkowej tego albumu. Oto wymyka się jazzowej klasyfikacji muzyka zawarta na tej płycie, nadając jej znaczenie wręcz metafizyczne, poetyckie, ulotne nawet wtedy, gdy wydaje się odgadniona inspiracja folkiem, wyeksponowana w linii melodycznej, chwilę później w rozważaniach na temat czasu, boga i człowieka.
"Trust in the Lord with all your heart and lean not on your own understanding"(Proverbs 3:5) - brzmi motto płyty.



Teraz w muzyce pojawia się coś na kształt fusion?
Przetworzany elektronicznie głos, który zagłębia się coraz bardziej w swoje rozważania, pozostaje nadal czytelny zapewne po to, aby zmusić słuchającego do poświęcenia większej uwagi ich znaczeniu.
Znowu uspokojenie i narastające emocje.
Niektóre utwory nie mają tytułów, są kolejną numeracją: "Trio 1", "Trio 2", "Trio 3", potem jest "Simply Preyer" i "The Time", znowu "Trio 4", "Trio 5"...
Pod koniec, tytuły poszczególnych części zaczynają jednak coś wyjaśniać. Tuż po "Trio 5", w którym narasta symbolika powtarzanego głosu, skupiają swoją uwagę kompozycje: "Home Alone", Colors" oraz "For My Parents".
Jakby to była autobiograficzna opowieść...
Tak, pojawia się melancholia, czasami nawet smutek w tym graniu, ale chyba nie ma w nim zwątpienia? Przynajmniej nie słyszę, za to pozostaje we mnie wyśpiewane "Alleluja", aż po koniec...

Jeszcze nie wstaję, widząc, że płyta jeszcze się nie zatrzymuje, z radosnym już zupełnie bonusem "Rhythm Chang". A to ci dopiero! Kompletne zaskoczenie:)))
Jak będą państwo słuchać, też proszę poczekać...


Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...