O autorze
Kocham muzykę (jazz,soul, funky, blues,rock, pop).
Kocham radio (od wielu lat pracuję w Radiu Łódź).
Teraz też kocham blogować (zapraszam także na Ether Jazzu).

Krystyna Stańko z brazyliskimi piosenkami może się przydać bardziej niż myślicie...

Od pewnego czasu słucham nowej płyty Krystyny Stańko "Novos Anos". Najpierw myślałem, że moja niewyjaśniona ochota na piękne brazylijskie piosenki wynika z potrzeby nie poddawania się wszędobylskiej jesieni, albo staje się wyrazem skrywanego dotychczas marzenia o podróży do miejsca, w którym powstały. Teraz, po wielu ich przesłuchaniach, wiem, że nic z tych rzeczy. Choć rzeczywiście przenoszą mnie do zupełnie innego świata, nie z tych powodów do nich powracam. Powiem szczerze, słucham, gdyż dzięki Krystynie Stańko mogę na nowo zdefiniować swoją wrażliwość.

Jakbym po raz kolejny rozpoczynał przygodę z muzyką, od zwykłych melodyjnych utworów, które zachwycają po prostu swoim pięknem. Tym razem jednak doceniam mnogość szczegółów wpływających na ich artyzm, a także mam świadomość, dokąd tak naprawdę zaprowadzi mnie to całe słuchanie.





Płyta zaczyna się od "Dindi", a potem pojawiają się między innymi "One Note Samba", "So Nice", "Corcovado", "Triste", "No More Blues", "Crystal Silence", wreszcie w dwóch częściach "Afro Blue".

To zestaw z jednej strony klasyczny, z drugiej wciąż nie nużący, jak się okazuje. Tak się dzieje za sprawą wyjątkowego pomysłu na pokazanie bliskiej nam melancholii, przy zachowaniu istoty wszystkich piosenek, pochodzących przecież z zupełnie odmiennej kultury. W ten sposób te znane piosenki zaczynają żyć swoim nowym życiem.

(Na płycie grają: Dominik Bukowski (wibrafon), Piotr Lemańczyk (kontrabas), Marcin Wądołowski (gitara), Łukasz Żyta (perkusja), Marcin Gawdzis (trąbka), a także Ze Luisa Nascimento (perkusja), znany ze współpracy chociażby z Cesarią Evorą, Al Di Meolą, Michelem Legrandem, czy Hindi Zahrą).



Krystyna Stańko nie stanowi wyjątku, potwierdzającego, że polscy artyści znakomicie potrafią śpiewać (grać) sambę. Ale na pewno jest jedną z niewielu, która to potrafi w naszym kraju.

Jej płyta po raz kolejny przekonuje, że do samby trzeba się zwyczajnie urodzić.

I byłoby tyle...

... gdyby nie to, że śpiewa niezwykle uroczo, wręcz dziewczęco:). Po prostu raz przenosi człowieka w czasie, innym razem do innego świata, który okazuje się nam zaskakująco znajomy. Na dodatek sprawia, że możemy zapomnieć o szarości jesieni, kiedy zaczyna za bardzo przytłaczać, by do niej powrócić zaledwie po chwili, ale już w zupełnie innym nastroju. Ot, cała prawa.



Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...