O autorze
Kocham muzykę (jazz,soul, funky, blues,rock, pop).
Kocham radio (od wielu lat pracuję w Radiu Łódź).
Teraz też kocham blogować (zapraszam także na Ether Jazzu).

O nowej płycie The Forest Tuner, z pozostającym pytaniem, czy najpierw czytać o tym, czego się będzie słuchać?

Jak dobrze, że nie spojrzałem na tytuły utworów przed słuchaniem płyty The Forest Tuner - Tunes. A może szkoda, że tego nie zrobiłem, bo w ten sposób mijam się z prawdą, próbując dociec, o czym jest ta płyta?

Trudno, pozostawiam mój tekst, zamieszczony poniżej, a napisany po pierwszym przesłuchaniu nowej muzyki Szymona Białoruckiego w niezmienionym kształcie, przyznając się do procederu nie czytania jakichkolwiek informacji, ani tym bardziej recenzji w internecie, którymi mógłbym się sugerować. Najpierw słucham, potem przeglądam wszystko, co znajduje się na okładce, w końcu piszę, bądź nie piszę.



W tym przypadku było jeszcze inaczej, bowiem dokładniej zacząłem oglądać ten album dopiero po opisaniu wrażeń, jakie pozostawiło we mnie dziewięć kolejnych utworów. No, po prostu poczułem natychmiastową potrzebę zabrania się do roboty, jakby coś mi nakazywało skończyć z tym rozanieleniem. Tak, to dobre słowo, ale nie jedyne, by opisać, co stało się z rzeczywistością, podczas gdy oni sobie grali...



... Oni, czyli Szymon Białorucki - puzon, Mateusz Sobiechowski - fortepian, Adam Tadel - kontrabas, Piotr Budniak - perkusja.

Szymon Białorucki jest absolwentem Akademii Muzycznej w Katowicach, w klasie puzonu jazzowego dr hab. Grzegorza Nagórskiego. Uczestniczył w kursach mistrzowskich takich muzyków jak: Peter Bernstein, Mark Soskin, Ed Partyka, Uwe Dierksen, Andy Middleton, Greg Osby, Dariusz Terefenko, Gerry Hemingway, John Voirol, Piotr Wojtasik, Maciej Obara, Dominik Wania, Tom Arthurs, Ole Morten Vaagan, Gard Nilssen. Studiował u niemieckiego puzonisty Nilsa Wograma w Hochschule Luzern Musik w Szwajcarii. Występował na wiele scenach, między innymi z Big Bandem Mateusza Walacha, z którym otrzymał Grand Prix na XVII Festiwalu Big Bandów w Nowym Tomyślu.

Szymon Białorucki jest tutaj najważniejszy, jako autor wszystkich kompozycji, znajdujących się na płycie zespołu "The Forest Tuner". A że jest młodym, bardzo młodym kompozytorem, ma prawo do pewnego rodzaju lekkości formy, w której zawiera mnóstwo oczywistego piękna. Zadziwające stwierdzenie o "oczywistym pięknie"? To była pierwsze refleksja, jaką miałem w trakcie słuchania jego muzyki.

Od teraz będą państwo mieli do czynienia z tekstem, który powstał zanim się doczytałem, że jedne z utworów ma tytuł "Złodziej kur", trzeci nazywa się "Jakieś miasto w Szwecji", szósty to "Mały miś duży miś", aż w końcu następuje "Stroiciel". Biorąc pod uwagę ich znaczenie, pozwolę sobie powtórzyć, że młodość ma swoje prawa, a starszym pokoleniom życzyć, by nigdy ich nie opuszczała młodzieńcza fantazja.



Od pierwszej chwili, kiedy pojawiają się dźwięki fortepianu, rodzi się pewność, że "Tunes" to skrawki ludzkiej wrażliwości, zapisane pomiędzy nutami. Nie przyśpieszają, a narasta jakieś napięcie, które coraz szybciej zaczyna intrygować, jednocześnie wciąż uspokajając, że nic złego się nie wydarzy.

Pojawia się puzon w tej samej tonacji, następnie dociera do człowieka świadomość istnienia pozostałych instrumentów, mówiących tym samym głosem, o tym samym.
Bo jak pokazać istnienie tego samego piękna, jeśli nie poprzez nałożenie wielu refleksji na jego temat - pomyślałem, doceniając w tym samym momencie wręcz perfekcyjnie wygładzone aranżacje.

Jeśli ktoś nie poszukuje wyłącznie fajerwerków, nie próbuje szokować szybkością, czy atonalnością grania, wykazuje się ewidentnie dojrzałością, bez względu na datę swojego urodzenia.

(nie neguję w ten sposób atonalnej formy, stosowanej we współczesnej muzyce, a jedynie rozgraniczam wykorzystywanie jej ponad miarę, albo mówiąc wprost eksperymentowanie, z czymś mającym treść, która zawiera się w ściśle ustalonych, jasnych dla wszystkich granicach).

Tymczasem, podkreślając użycie sformułowania "wygładzone aranżacje", wszystko wydaje się w tej muzyce wyciszone. Stonowane są nawet najbardziej szalone rytmicznie momenty, pełne roztańczenia, którym słuchający mimowolnie ulega.



Dzięki tej swoistego rodzaju kameralności, jak na dłoni widać szczegółowość poszczególnych "Tunesów". Ale nie ma się czego czepiać, wręcz przeciwnie, coraz bardziej zachwyca niesamowicie przemyślana całość.

Rytmika wydaje się nieskomplikowana tylko przez moment, jednak wystarczy dokładnie się wsłuchać, by stwierdzić, że prostota, ułatwiająca nam przysłowiowe tańczenie, idzie w parze z wieloma przedziwnymi, bardziej skomplikowanymi rozwiązaniami w tej warstwie, a także efektami brzmieniowymi, tworzącymi prawdziwą paletę dźwięków, które do nas docierają na co dzień.

Proszę posłuchać tej muzyki i wybrać się natychmiast na spacer, by sprawdzić, czy mam rację. I aby się przekonać, że odbieramy otoczenie z tej samej perspektywy, co muzycy "The Forest Tuner".

Proszę się przy tym nie dziwić, że oczywiste zaczyna nam się wydawać każde najmniejsze piękno, choć jeszcze wczoraj go nie widzieliśmy.

A wszystko płynie wraz z ich muzyką, raz pełną melancholii, za chwilę w rytmie marszowym, który w kolejnych utworach znowu potrafi przyspieszyć, by w końcu powrócić do zupełnego spokoju.



To niezmiernie ciepła muzyka, co sprawia, że człowiek nie czuje co prawda rozleniwienia, ale pozostaje w stanie jakiegoś błogostanu, czy lepiej powiedzieć rozanielenia po jej wysłuchaniu. Jakby dawała spełnienie również słuchającemu, nie tylko muzykom "The Forest Tuner".

I nadal tak twierdzę po przeczytaniu tytułów poszczególnych utworów i kilku przesłuchaniach tej płyty. Mam tylko dwa pytania do Szymona Białoruckiego: czy kura była smaczna ("Złodziej kury" to pierwszy utwór na płycie), i co by się stało z jego muzyką, gdyby stroiciel przyszedł na początku płyty ("Stroiciel" to utwór zamykający płytę)?



Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...