"Stryjo" wpada z wizytą, czyli czas na wielką improwizację.

"Stryjo" nie pojawia się znikąd. I nie ma w tym stwierdzeniu nic odkrywczego, biorąc pod uwagę zarówno dokonania muzyków z tego zespołu, jak również - a może przede wszystkim - rozpatrując szeroko rozumianą muzykę improwizowaną. Jeśli jednak uznać, że istotą wspomnianej muzyki jest tworzenie w danym momencie, a nie koncentrowanie się na ustalonej wcześniej formie, to "Stryja" w postaci Nikoli Kołodziejczyka, Macieja Szczycińskiego i Michała Bryndala mogę zaliczyć do grona moich ulubieńców. I zaraz wam powiem, dlaczego...



... tylko skupię myśli, zamiast rozpisywać się tutaj niepotrzebnie. Bo chociaż naprawdę jest o czym pisać, słuchając płyty Stryjo - A Vista Social Club, nie zamierzam zanudzać, jak to ma w swoim zwyczaju przysłowiowy stryjo :).
Właśnie, "Stryja" z tej płyty zawsze chętnie do siebie zaproszę, bowiem zbytnio nie "ględzi", nie gubi myśli, a nawet wręcz przeciwnie, stara się nieustannie dbać, abyśmy rozumieli historię, którą opowiada.





Bez dwóch zdań podstawową zaletą opisywanej muzyki wydaje się konsekwentne dążenie do zachowania chronologii wydarzeń. Dzięki temu mamy do czynienia z utworami mającymi w konsekwencji swoją formę, dopracowaną we wszystkich szczegółach.

Jak się zdaje, wynika ona z potrzeby natychmiastowej rezygnacji z niepotrzebnych elementów, nawet gdyby miały niesamowicie ubarwić, a co za tym idzie wzbogacić kompozycje.

Doceniam nie tyle precyzję dobierania pojedynczych dźwięków, ale przede wszystkim umiejętność wybierania drogi, którą następnie podążają. Być może nie mam racji, lecz słuchając "Stryja" mam wrażenie, jakby kluczowym było dla artystów uświadomienie, dokąd w danej chwili prowadzi ich improwizacja.

Zdaję sobie sprawę, jak działa poruszona dogłębnie wyobraźnia, jak wiele ma nam do zaproponowania, jak niezmiernie trudne staje się więc podejmowanie natychmiastowych decyzji. A Nikoli Kołodziejczykowi, Maciejowi Szczycińskiemu i Michałowi Bryndalowi przychodzi to z taką łatwością...



Nie muszę chyba podkreślać, że na wybór optymalnego kierunku poszukiwań zasadniczo wpływa genialność instrumentalisty, a także nabyte przez niego doświadczenia. W takim razie - aby nie zanudzać, jak zaznaczyłem na początku - pominę wątek ponadprzeciętnych możliwości muzyków zespołu "Stryjo", uznając, że nie podlegają dyskusji.

I proszę mi nie mówić, że myślenie formą w trakcie improwizowania jest zjawiskiem powszechnym. Najczęściej improwizacja stanowi swoistego rodzaju zabawę, ewentualnie kolejny etap pracy nad utworem, który w konsekwencji ma się dopiero narodzić.

Tymczasem w przypadku 'Stryja" mamy do czynienia z rzeczywistym tworzeniem "tu i teraz". Na naszych oczach powstają kompozycje, stanowiące zapis emocji trzech różnych osobowości. Mówi o tym Nikola Kołodziejczyk:



Nie zapominając o dość ważnym aspekcie tej rozmowy, określającym na podstawie albumu "A Vista Social Club" na jakim etapie rozwoju znalazł się Nikola Kołodziejczyk, pozwolę sobie zwrócić uwagę na jeszcze jedną zaletę "Stryja". Otóż nie wydaje mi się, żeby udział w tym projekcie mógł któregokolwiek z muzyków w jakimś stopniu ograniczać.

Przyznaję, że zachwyca mnie za każdym razem, gdy słyszę, jak wiele inspiracji nakłada się na siebie podczas improwizowania. Muszę stwierdzić, że niesamowicie zyskuje na tym muzyka jazzowa, jeśli nadal nią pozostaje, a nie ulega przemianie pod jakimkolwiek naciskiem innych stylów czy gatunków.

Gdy tak się dzieje, można przypuszczać, że faktycznie nieograniczone możliwości posiadają muzycy, których słuchamy. Najlepszym tego przykładem są Nikola Kołodziejczyk, Maciej Szczyciński i Michał Bryndal, którzy na co dzień grają nie tylko jazz. To bezsprzecznie kształtuje ich postrzeganie muzyki.

Tak, jestem przekonany, że jeszcze wielokrotnie zaskoczą nas swoimi improwizacjami, wiele interesujacych rzeczy nam opowiedzą.
I właśnie za to polubiłem "Stryja". Właśnie za to :).



Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...