O autorze
Kocham muzykę (jazz,soul, funky, blues,rock, pop).
Kocham radio (od wielu lat pracuję w Radiu Łódź).
Teraz też kocham blogować (zapraszam także na Ether Jazzu).

"Samotna podróż" Łukasza Pawlika, jak "mission impossible".

Jak przekonywać do muzyki, której forma wydaje się dzisiaj zbyt oczywista, a może nawet mało odkrywcza po wielu latach jej grania? Spytajcie Łukasza Pawlika, albo najpierw posłuchajcie jego najnowszej płyty "Lonely Journey", by upewnić się w przekonaniu, że nie jest to "mission impossible".

Lonely Journey (Samotna podróż) nie mogłaby się rozpocząć, ani tym bardziej zakończyć, gdyby nie zostały określone dla niej odpowiednie ramy.




Można się oprzeć na zapamiętanych, konkretnych emocjach, bądź ustalić czas, przestrzeń i wspomnianą formę, aby znaleźć podstawę do uchwycenia wszystkiego, co się naprawdę zdarzyło. Tak właśnie zrobił Łukasz Pawlik, uznając, że łatwiej mu będzie się odnaleźć w muzyce, na której się wychował.

Opowiada o tym w wywiadzie, przeprowadzonym tuż po premierze swojej najnowszej płyty:



Kolejne oparcie dla niego stanowią muzycy, z którymi nagrał ten album.

(Dawid Główczewski - sax, Cezary Konrad - drums, Paweł Pańta - bass, Mike Stern - guitar, Michael "Patches" Stewart - trumpet)

Jak mi się zdaje, świadomość ich wyjątkowości sprawiła, że jeszcze bardziej otworzyła się wyobraźnia naszego młodego pianisty i kompozytora.



Przykładem niech będzie utwór "Vibrance Of The Coast", w którym Mike Stern czuje się niezwykle swobodnie, zachwycając swoimi gitarowymi popisami. Po chwili wręcz się wydaje, jakby samemu napisał ten utwór na potrzeby "Lonely Journey".

W końcu następuje genialny dialog z elektrycznym fortepianem, którego konsekwencją staje się niezwykle emocjonujące solo Łukasza Pawlika. Z każdym kolejnym przesłuchaniem wpływ gitary na ekspresję jego wypowiedzi staje się coraz wyraźniejszy. Bezprzecznie zupełnie go otwiera, pozwala ukazać prawdziwe emocje.

Niezaprzeczalnie jesteśmy w stanie je rozpoznać, ponieważ zostały osadzone w formie muzyki, którą znamy doskonale. W pierwszej chwili nie musimy się więc nad nią zastanawiać, żeby określić ją mianem fusion z elementami smooth jazzu, rocka czy nawet bluesa. Tak, rocka i bluesa - biorąc pod uwagę rozwiązania aranżacyjne, jak również brzmieniowe.

Dzięki temu mamy wystarczająco czasu, aby wychwycić prawdziwe intencje jej autora, ale co ciekawsze, od tego momentu zaczynamy również niespodziewanie zauważać, z jak różnorodną muzyką mamy faktycznie do czynienia.



Proszę posłuchać chociażby warstwy rytmicznej "Moonlight Dream-Chase, w której z łatwością można odnaleźć sambę. Proszę poddać się klimatowi kompozycji "Looking Back, Going Forward", opartej na korzennym bluesie, albo... no dobrze, pozostawię państwu trochę przyjemności słuchania:).

I takie jest to fusion na najnowszej płycie Łukasza Pawlika "Lonely Journey", niby przewidywalne, a jednak po części na nowo do zdefiniowania:).



Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...