O autorze
Kocham muzykę (jazz,soul, funky, blues,rock, pop).
Kocham radio (od wielu lat pracuję w Radiu Łódź).
Teraz też kocham blogować (zapraszam także na Ether Jazzu).

Gorzycki nie robi jakiegoś halo, byśmy go zauważyli. Działa na naszą podświadomość. I jest w tym skuteczny.

Gorzycki mówi, że wkracza w najbardziej twórczy okres w życiu człowieka. Słuchając jego nowej płyty stwierdzam, że jakoś nie robi z tego wielkiego halo. Raczej się wycisza i próbuje żyć w harmonii z... samym sobą?

Choć Rafał Gorzycki zapewne przyzna, że został całkowicie pochłonięty obsesją improwizowania. Pozwolę sobie jednak stwierdzić, że nigdy nie był na tyle grzecznym chłopcem, by uznać jazz za swoistego rodzaju świętość, której nie wolno naruszać.



Przecież to ograniczałoby zarówno wyobraźnię, jak również niesamowitą ekspresję człowieka, który od początku wiedział, jak wiele historii nosi w sobie do opowiedzenia, gdyby nie można było ingerować w ustaloną strukturę tej muzyki, łączyć ją z elementami charakterystycznymi dla innych gatunków.



I tak oto nasz bohater dojrzewał poprzez kolejne projekty, począwszy od Sing Sing Penelope, poprzez Ecstasy Project, Dziki Jazz A-Kineton, aż po Gorzycki Trio.



Jeśli ktoś nie słuchał tych zespołów, niech żałuje. Kolejne płyty Rafała Gorzyckiego zmieniały bowiem oblicze polskiej muzyki improwizowanej przez ostatnie dwudziestolecie, a nawet usłyszałem zdanie - z którym się zgodzę - że przyczyniły się do zmiany pokoleniowej w polskim jazzie.

Na czym polegała ta zmiana? (a może polega, biorąc pod uwagę, że coraz bardziej mi się wydaje, iż stanowi swoistego rodzaju proces, który nadal się dzieje na naszych oczach).

Najlepiej, jakby to Rafał Gorzycki nakreślił istotę tego wszystkiego. Ja pozwolę sobie jedynie zwrócić uwagę na jeden aspekt tej sprawy, jakże ważny w kontekście wydanej właśnie płyty Rafał Gorzycki Trio - Playing.

Chodzi o dobór muzyków, z którymi nagrywał kolejne albumy. Za każdym razem korzystał nie tylko z jazzmanów, ale zapraszał także postaci, mające zupełnie odmienne doświadczenia muzyczne. Ich obecność zasadniczo wpłynęła na oblicze polskiej muzyki improwizowanej.

Na marginesie, w wyniku tak zwanego sprzężenia zwrotnego muzycy grający wcześniej muzykę rockową, new wave czy punkową, odnaleźli swoje miejsce w improwizacji i do dzisiaj podążają w tym kierunku.



Na najnowszej płycie Rafała Gorzyckiego, grającego na perkusji, możemy usłyszeć Marka Malinowskiego - gitarzystę i pedagoga, a także Wojciecha Woźniaka - artystę fotografika oraz kontrabasistę, którego fani rocka mogą znać z legendarnej formacji Variete.



Natychmiast nasuwa się przypuszczenie, że muzyka na płycie "Playing" jest wynikiem nałożenia trzech światów, z których wywodzą się wymienieni muzycy. Tak, niezaprzeczalnie. Jednak ciekawsze wydaje się spostrzeżenie, jak wiele mają ze sobą wspólnego, co sprawia, że otrzymujemy muzykę w pełni koncepcyjną, jakby była zapisem wspomnień z ich wspólnej podróży.

Każdy spogląda na miejsca i wydarzenia ze swojej perspektywy, zachowując chronologię wydarzeń, nie przyspieszając ani nie tworząc niepotrzebnych retrospekcji. Ich wypowiedzi zwyczajnie się uzupełniają, oddając emocje, które towarzyszły im w danym momencie.

A trzeba przyznać, że emocje są tutaj niezwykle ważne. Pozornie się wydaje, że powstające plamy dźwiękowe, w których najczęściej góruje gitara, nie posiadają zabarwienia emocjonalnego. Przy takim założeniu mogą być jedynie refleksjami, ewentualnie paletą kolorów, mających nas poruszyć, bądź uspokoić.



Bez względu, jak odbieramy ponumerowane po kolei utwory, po chwili zauważymy, że zaczynamy rzeczywiście coś pod ich wpływem odczuwać. Bo czy nie filtrujemy przez siebie tego, co widzimy albo słyszymy? Tak powstają w nas uczucia, a sztuka niezaprzeczalnie pomaga w ich poznaniu i zrozumieniu.

Aż w pewnym momencie możemy poczuć się zagubieni, nie wiedząc, czy rozpoznajemy ich wrażenia, czy nasza wyobraźnia podpowiada nam, o czym grają. To kluczowy moment w odbiorze tej płyty. Od tej chwili jeszcze bardziej docenimy koncepcyjny jej charakter, stwierdzając, że doprowadzili do sytuacji, w której wszyscy czujemy dokładnie to samo. Jakbyśmy właśnie poznawali siebie, a oni nauczyli się wreszcie nazywać to, co czują.



Tak, pozornie się wydaje, że plamy dźwiękowe nie oddają emocji, bowiem gitara najczęściej rozmywa się w przestrzeni, powodując spowalnianie naszych reakacji, zabierając zdolność do jakiejkolwiek analizy.

Ale przecież chwilami ostro uderza, pobudza, budzi z letargu. O naprawdę niezwykłej emocjonalności tej muzyki świadczy również jej wnętrze, w którym ukryli wiele zaskakujących rozwiązań rytmicznych, czy pojedynczych, jakże znajomych dźwięków. Poznajemy je wszystkie, słusznie odczytując, że z nas pochodzą, w nas się ukrywają na co dzień.

[/youtube]

Bez dwóch zdań to najbardziej osobista płyta Rafała Gorzyckiego. W dużej mierze wręcz kameralna, pomimo pojawiających się czasami niezwykle mocnych brzmień gitary, o których wspominałem, a które pokazują różnorodność naszych przeżyć.

Pozostaje jedno pytanie. Czy jest to próba wyciszenia, by żyć w harmonii z samym sobą, czy w harmonii z wielością spraw, które coraz natarczywiej potrafią nas absorbować we współczesnym świecie?

I z tym zastanowieniem pozostawiam zainteresowanych nową muzyką Rafała Gorzyckiego. Po prostu sami posłuchajcie...


Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...