Anna Ruttar: Piosenki pisane sercem, które zawsze mogą się przydać.

Myślę, że czekałem na taką płytę. Żyłem bez świadomości tego czekania, bo takie piosenki po prostu się pojawiają, po czym znajdują dla siebie miejsce na półce i pozostają. Nie wciskają się nachalnie do środka, a kruszą swoim subtelnym ciepłem wszystkie bariery, mogące przeszkodzić w ich odbiorze. Natomiast przyznaję, że zaczynałem się niecierpliwić, kiedy Anna Ruttar zadebiutuje albumem "Heart Made", o którym rozmawialiśmy od dłuższego czasu. Tym bardziej, że przeczuwałem, co może się wydarzyć.



Anna Ruttar współtworzyła Natanael, a także zaangażowała się w niezależny, niszowy projekt Stealpot, który w dalszym ciągu istnieje i nagrywa. W końcu zdecydowała, że powinna przemówić swoim głosem.



Zdaję sobie sprawę, że wielu czytelnikom mogą niewiele powiedzieć nazwy tych zespołów, a pojęcie niezależności staje się totalną abstrakcją we współczesnej muzyce. Powyższą prezentację proszę więc potraktować, jako wskazówkę, że mamy do czynienia z artystką, która nigdy nie dbała o popularność, nie kalkulowała, nie walczyła uporczywie o miejsca w muzycznym show businessie.

Co ciekawe, skoro się nie spieszyła z nagraniem solowej płyty, można przypuszczać, że poszukiwanie własnej, osobistej piosenki nie determinowało jej poczynań twórczych. Tymczasem, moim zaniem, stanowiło podstawę jej działań - proszę posłuchać chociażby nagrań Stealpot.

Anna Ruttar i Stealpot

Anna Ruttar wykłada na Akademii Muzycznej w Katowicach, a także na jednej z francuskich uczelni. Zajmuje się wokalistyką jazzową. To ważna informacja, bowiem w pewien sposób określająca, skąd biorą się piosenki na płycie "Heart Made".

Sens mojego "w pewien sposób" w tym, że jazz nie stanowi dla nich wyraźnej podstawy. Jeśli nawet ktoś go zauważy, będzie musiał od razu przyznać, że stanowi jedynie element, na który nakładają się pozostałe inspiracje. I proszę mi wierzyć, nie komplikuje słuchania tych pięknych utworów nawet osobie, której zupełnie nie interesuje muzyka improwizowana.



Kurcze (niech zabrzmi ono zabawnie, odsuwając ewentulne rozumienie jego użycia, jako delikatne przekleństwo, którego tutaj nie ma - zapewniam), Aniu, nie ukrywajmy dłużej, że znamy się od wielu lat, rozmawiamy - o czym przecież wspominałem. Przypomnijmy, że śpiewałaś kilkakrotnie w moich audycjach radiowych.

Droga Aniu, faktycznie w twoich piosenkach znajduje się mnóstwo inspiracji, od wpływów poszczególnych stylów muzycznych: popu, rocka, indie rocka, elektroniki, soulu?; po wymieszanie przeróżnych klimatów, jakby wprost odnoszących się do konkretnych czasów w muzyce.

Odnajduje w nich zarówno lata 50-te, 60-te, jak również wpływy brzmień, którymi charakteryzują się dzisiejsze produkcje muzyczne.

I gdybym miał komuś powiedzieć, jaką piosenkę tworzysz, spytałbym, czy wyobraża sobie stare przeboje, w nowej, niezywkle oryginalnej oprawie.



Potem musiałbym się zachwycić sentymentalną, słowiańską nutą, w której ukryłaś całą prawdę o sobie, następnie wytłumaczyć mojemu rozmówcy, że wyjątkowość twojego śpiewania nie tylko w tekstach, ale również niedopowiedzeniach, ukazujących istotę ludzkiej wrażliwości.

Wreszcie zadałbym pytanie, czy boi się okazywać uczucia, ostrzegając, że pod wpływem "piosenek pisanych sercem" niespodziewanie może się otworzyć na innych ludzi.



Nie twierdzę, że jesteś jedyna, pisząca tak osobiste piosenki. Jednak widząc pewnego rodzaju trudność w odnalezieniu swojej własnej, ulubionej muzyki przez ludzi, którzy nie czują związku z konkretnym stylem muzycznym, twierdzę, że właśnie dla nich twoje piosenki wydają się idealne.

Nie czuję obawy, że twoja płyta zostanie odebrana przez profesorów Akademii Muzycznych, jako zbiór zbyt łatwych piosenek, a przez uczniów i innych miłośników muzyki, jako rzecz zbyt ambitna, więc mało komercyjna.

Tylko się zastanawiam, jak wielu się przyzna, że poszukuje współczesnej piosenki, w której może odnaleźć skrywane od dawna emocje.



Proszę państwa, bo płyta Ani Ruttar "Heart Made" to znakomity prezent pod choinkę. Można ją kupić i podarować chociażby z czystego snobizmu, aby potem się chwalić posiadaniem muzyki spoza głównego obiegu, dostępnego na rynku wydawniczym.

Jednak pragnę powtórzyć ostrzeżenie, że może to po pewnym czasie się skończyć kilkukrotnym jej przesłuchaniem, polubieniem, a co za tym idzie, niespodziewaną zmianą zachodzącą w człowieku pod wpływem tych wszystkich piosenek.

No, chyba, że komuś nie przeszkadza, iż nagle poczuje silną potrzebę nieskrywania już dłużej swoich emocji. W takim przypadku niech kupuje w ciemno, bo Ania Ruttar zawsze może się przydać:).

annaruttar.wix.com




Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...