O autorze
Kocham muzykę (jazz,soul, funky, blues,rock, pop).
Kocham radio (od wielu lat pracuję w Radiu Łódź).
Teraz też kocham blogować (zapraszam także na Ether Jazzu).

HoTS mi przypomniał, że każdy może mieć swój własny kosmos.

Najpierw się nie zgodzę z jednym stwierdzeniem, potem odrobinę zostanę zauroczony muzyką, by chwilę później zupełnie utracić wiarę w istotę piękna. W dalszej kolejności przyznam rację Mikołajowi Poncyljuszowi, autorowi wszystkich kompozycji na płycie "Harmony Of The Spheres", aby dopiero na zakończenie rzeczywiście się nimi zachwycić . A piszę o debiutanckim albumie zespołu HoTS, po raz kolejny przekonując, że...

Z informacji na temat płyty wynika, że" Harmony of the Spheres" (Harmonia Sfer) stanowi odzwierciedlenie pewnego porządku panującego w kosmosie, w którym każde ciało niebieskie, poruszające się po swojej orbicie, wytwarza muzykę.



Pozwolę sobie zapytać, czy nauka rzeczywiście potrafi wytłumaczyć, jak powstaje dźwięk w kosmicznej przestrzeni? Przez moment się zastanówmy, od ilu parametrów powinno się uzależnić jego barwę i nasycenie. Jak mi się zdaje, między innymi od prędkości danego obiektu, masy, a także siły oddziaływania innych niezidentyfikowanych, pędzących okruchów, które poruszają się nad wyraz chaotycznie.

Ja tego wszystkiego nie słyszę na płycie HoTS.

Nie mogę zaobserwować prawdziwego szaleństwa, które panuje w rozległych galaktykach, jedynie znajduję subiektywne odczucie, czym może być niepoznana przez nikogo harmonia, na dodatek zawężona do zwyczajnej, powszechnie używanej w muzyce jazzowej sceny, ograniczonej perkusją, gitarą, basem i trąbką.

(HoTS tworzą: Jakub Kinsner - perkusja, Radek Nowak - trąbka, Adam Prokopowicz - bas, Mikołaj Poncyljusz - gitara).



Ja się zastanawiam nad sensem płyty, tymczasem mija pierwszy utwór, dający wbrew moim odczuciom wrażenie, jakby rzeczywiście został zainspirowany prawdziwymi odgłosami pochodzącymi z daleka, bardzo daleka...

Tutaj pozostawmy teorię, przyznając, że moja fascynacja astrofizyką nie może usprawiedliwić ewentualnych błędów w tłumaczenie niezmiernie skomplikowanych zjawisk, jakie zachodzą tam, wysoko, gdzie powłoka nieba jest zaledwie granicą dla naszej wyobraźni.

Właśnie, wyobraźnia stanowi klucz do zrozumienia istoty tworzenia. W takim razie przestaję się czepiać, biorąc za punkt wyjścia ciszę dochodzącą z kosmosu, która daje niesamowite możliwości artyście.

Jak według ciebie, drogi Poncyljuszu, gra cały wszechświat? - pytam w myślach kompozytora utworów na płycie "Harmony Of The Spheres", zauważając, że coś się zmienia w jego muzyce.



I owszem, wielokrotne zmiany tempa, a także zastosowanie naprawdę interesujących podziałów rytmicznych przekonują, że mamy do czynienia nie tylko z doskonałym warsztatem muzycznym, ale również świadomym twórcą, który chciałby nam opowiedzieć swoją historię.

Konsekwentnie przy tym stara się zachować jej spójność, co ewidentnie determinuje poczynania poszczególnych muzyków.

Przychodzi mi do głowy, że dobrze, bo nie zagubi się w różnorodności tej całej kosmicznej materii, podczas gdy dokładnie w tym samym momencie zaczynam odczuwać, że muzyka zaczyna mnie całkowicie pochłaniać swoim klimatem. Brzmi "Melodia ludowa"...

Od razu odnajduję pustkę miejsca, w którym do niedawna tętniło życie, a teraz pozostały jedynie samotne drzewa pomiędzy polami, jednocześnie utożsamiając się z obrazem miasta, w którym spóźnieni ludzie gonią do pracy. Trzeba przyznać, że oba wyobrażenia są na tyle sugestywne, że chcąc nie chcąc człowiek natychmiast powraca na ziemię.

Ech, w jednej chwili znika potrzeba analizy kosmicznej przestrzeni, zastępowana wspomnieniami, po czym zastanowieniem nad sposobem i jakością improwizacji.

Od tej pory wyraźniej docierają do mnie solowe partie poszczególnych instrumentalistów, udowadniając, że mamy do czynienia nie tylko ze zgrabnie ułożoną, jednobarwną opowieścią. Co więcej, zauważam, że muzyka na tej płycie jest raczej osobistą refleksją Mikołaja Poncyljusza, zawartą w ośmiu następujących po sobie utworach.



Tak, słucham "Alone In A Deep Space", wyraźniej teraz odczuwając samotność, nie mówiąc o utworze pod tytułem "Marii EŁ", czy ostatniej części, nazwanej "W", pod wpływem których o wiele mocniej ulegam nakładającym się na siebie emocjom.

To prawda, że faktycznie udało się zawrzeć w tych utworach konkretne miejsca, zdarzenia, osoby - odnosząc się do słów Mikołaja Poncyljusza, który właśnie w taki sposób tłumaczy genezę powstawania debiutanckiego albumu HoTS.

W mojej ocenie udało się uchwycić nawet więcej, biorąc pod uwagę pewnego rodzaju uniwersalność, dającą możliwość odnalezienia siebie w tych historiach.



I bez dwóch zdań - podkreślę - dobrze się stało, że płyta "Harmony Of The Spheres" nie stanowi wyłącznie próby odwzorowania muzyki kosmosu. Do tego naprawdę potrzeba ogromu doświadczeń i wyobraźni.

Jeśli mam powiedzieć prawdę, uważam, że jedynym pomysłem na uchwycenie tego tematu jest zastosowanie jakiejś metafory odnoszącej się do naszego życia, bądź skorzystanie z własnych doświadczeń do stworzenia odpowiedniej perspektywy, dającej szansę na wykreowanie oryginalnej wizji kosmosu.

Tak podszedł do tego Mikołaj Poncyljusz ze swoim zespołem HoTS. Bez względu na ocenę, jak bardzo młodzieńczy jest ten jego wszechświat, zrobił to w takim stylu, że miał do tego prawo.

Przy okazji - po raz kolejny powtórzę - słuchajmy naszej młodzieży, bo naprawdę warto!

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...